Tytuł: Indika
Rok wydania: 2024
Platforma: PC (Steam)
Czas: 8,4 h
To bardzo boli, ale wyrwij się z mentalnej niewoli…
– Kazik
Tekst zawiera spoilery.
W czasach, gdy chodziłam do szkoły podstawowej (lata 90), katecheta lub katechetka (osoby duchowne i świeckie) zwykli pytać dzieci dlaczego w obecnych czasach nie ma już świętych. Tak się składa, że po prawie 30 latach znam odpowiedź na to pytanie. Obecnie nie ma świętych, ponieważ istnieją skuteczne i ogólnodostępne leki na schizofrenię.
Ale okej, moje poglądy ktoś również może nazwać urojeniami i mam świadomość, że to takie bezsensowne przerzucanie piłeczki, z którego nic konstruktywnego nie wynika. Z przymrużeniem oka napiszę tylko, że moje urojenia przynajmniej były oryginalne. :)
Ale dlaczego w ogóle piszę o schizofrenii? Dużo osób twierdzi, że główna bohaterka gry, o której dziś napiszę, ma schizofrenię i słyszy głos szatana. Mnie osobiście nie skojarzyło się to ze schizofrenią, bo w sumie ten growy szatan-narrator to bardzo logiczny i racjonalny gość i moim zdaniem nie ma nic wspólnego z psychotycznym chaosem. Z bohaterek gier prawdziwą psychozę miała Senua, a u Indiki ten głos to tylko pewna metafora.
Naszą protagonistką jest młoda zakonnica imieniem Indika i stopniowo poznajemy jej historię. Jako, że akcja gry rozgrywa się w XIX-wiecznej Rosji, Indika nie jest katoliczką. Ogólnie religia z gry nie jest żadną konkretną religią wskazaną palcem, ale ze względu na miejsce akcji, światu przedstawionemu najbliżej do czegoś w stylu prawosławia. Są ikony, krzyże, świece. Indika słyszy głos jakiegoś typa – być może demona, a może nawet samego szatana, chociaż to głos ciepły i całkiem mądry. Głos opowiada jej “naprawdę okropne” rzeczy, podając w wątpliwość to, w co usiłuje wierzyć dziewczyna. Przede wszystkim nasz szatan cały czas wyciąga na światło dzienne elementarny brak logiki, charakterystyczny dla wszystkich religii chrześcijańskich, a czasem opowiada jakieś nieprzystojne świństwa. Z powodu tego, co siedzi Indice w głowie, inne siostry zakonne jej nienawidzą, dokuczają jej na rozmaite sposoby i przy pierwszej lepszej okazji wydalają młodą z klasztoru. Głos diabła to jedyny powód – Indika naprawdę stara się być miłą, uczynną, cnotliwą i pobożną młodą kobietą, ale ten zły diabeł wie swoje i mąci tę idealną wizję bożego świata… I nie wiadomo co jest gorsze – czy te diabelskie teorie, czy fakt, że Indika w głębi serca czuje, że głos ma rację, a życie zakonne i pobożność to nie jej bajka. Ale kobiecie w XIX w. przecież absolutnie nie wolno myśleć i postępować w taki sposób, więc Indika przyjmuje, że jest opętana i że zło, które ją spotyka to kara za nieczystość. Jakąś. Dziewczyna stwierdza, że musi coś z tym zrobić, inaczej zatraci zbawienie.

Podczas swojej wędrówki przez zasypane śniegiem rosyjskie wioski, Indika spotyka Ilię – młodego zbiega z bardzo poważną raną ręki, przekonanego, że Bóg ma wobec niego specjalny plan i uzdrowi go. Indika i Ilia wędrują wspólnie, by znaleźć swoją ostatnią nadzieję i szansę, kudec – przedmiot kultu religijnego i obiekt pielgrzymek, który rzekomo potrafi dokonać ogromnych cudów. Ilia wierzy, że dzięki kudecowi odzyska rękę, a Indika – że diabeł zostawi ją wreszcie w spokoju. Dodam, że kudec nie jest żadnym realnym artefaktem, to przedmiot stworzony na potrzeby gry.
Wizualnie “Indika” to zaśnieżona, zimna i ponura prowincja w carskiej Rosji. Lokacje to opuszczone wioski, ale też różne bardziej kuriozalne miejsca, jak na przykład przetwórnia ryb albo pomieszczenia rodem z “Portala”. To wszystko ma jakąś symbolikę i znaczenie, ale powiem nieładnie, że aż tak nie zagłębiałam się w świat przedstawiony. Oprawa wizualna, gra świateł i szarości, jest bardzo ważna w grze i całej pokazanej tu historii.

Gameplay to natomiast zupełnie inna bajka… Przyznam się, że “Indika” wymagała ode mnie wzięcia dupy w troki i wyjścia ze strefy komfortu. Część elementów zręcznościowych przechodził mi mój facet, bo niestety mój mózg po wszystkich swoich przejściach nie dał sobie rady. Z ww. powodu z wielką ulgą odkryłam, że pikselowe mini gierki można pominąć. Większą część zagadek skumałam, ale kilka razy musiałam posiłkować się gameplayami z YT. No niestety, lamiłam i kompletnie nie jest to mój typ gry… ale byłam tak ciekawa fabuły i zakończenia, że zacisnęłam zęby i dobrnęłam do końca, co uważam za swój mały sukces. :)

“Indika” to krótka gra, ale treściwa i z mocnym przekazem. A jaki był kres wspólnej wędrówki naszych żarliwie wierzących w Boga bohaterów…? Zanim rozegra się finał, Indika i Ilia trafią do aresztu.

Kiedy miałam 6 lat, jako dziecko z katolickiej rodziny uczęszczałam w zerówce na katechezę. Pani katechetka raz z wielkim entuzjazmem opowiedziała, że mamusia i dzieci codziennie żarliwie modliły się przed piękną figurą Matki Bożej i… wymodliły, tatuś przestał pić! W moje dziecięce serduszko wstąpiła nadzieja i w domu cała w skowronkach opowiedziałam wszystko mamie! Jednak ku mojemu ogromnemu zdumieniu, mama zrobiła tylko smutną minę i powiedziała mi, że… to tak nie działa, dzieciaku. Ale jak to nie działa? Dlaczego pani katechetka mnie okłamała, przecież wszyscy dorośli w domu i przedszkolu mówili zawsze, że nie wolno kłamać…? Ale ja naiwnie jeszcze przez dwadzieścia kolejnych lat modliłam się, żeby ojciec przestał pić… Nie muszę mówić, że to w żaden sposób nie pomogło ani mi, ani tym bardziej mojemu ojcu. Pomogli mi dopiero terapeuci i ich wiedza o traumie pokoleniowej.
I to wspomnienie z zerówki przyszło mi do głowy podczas finału “Indiki”. Oczywiście to nie była główna przyczyna mojego odejścia od Kościoła i porzucenia jego dogmatów, ale było to pierwsze duże ziarno wątpliwości zasiane w bardzo młodym sercu.
Indikę spotkało ze strony więziennego strażnika coś bardzo, bardzo złego, najgorsza przemoc, jaka może spotkać kobietę. Kudec, upragniony obiekt kultu religijnego, okazał się nic nie wartym, odpustowym chłamem. Pop okazał się sukinsynem, który złamał główną zasadę obowiązującą duchownego, Ilia okazał się zwykłym lujem, a świat dookoła stał się jeszcze bardziej szary, brudny, pijany i zły… Indika straciła wtedy wiarę w Boga… i tym samym straciła wiarę w diabła, więc diabeł zniknął. Ot tak, po prostu.
To nic nie boli, więc wyrwij się z mentalnej niewoli.
– Kazik
Polecam!

O cholera, to byłby dobry scenariusz na jakiś popierdzielony thriller s-f z elementami horroru. Obejrzałbym
Trochę tak 😅
Też miałam okazję zagrać w Indikę. Na pewno jest to produkcja nieszablonowa i zapada w pamięć, ale mimo że ją ukończyłam, to jednocześnie trochę się od niej odbiłam. Przedobrzono z tą oryginalnością wg mnie, przez co nie zabrakło momentów, kiedy byłam zmęczona owym tytułem.
Dla mnie też pewne momenty były upierdliwe, ale jakoś dałam radę przez to przebrnąć. :) Dobrze, że dało się pomijać te pikselowe mini gierki.
W sumie dobrze, że to krótka gra, bo dłuższe granie byłoby już serio denerwujące.