(fotka w nagłówku jest mojego autorstwa)
Inspiracją do napisania notki był ten wpis u btn’a. Pochodzimy z tego samego miasta, więc temat się trochę zazębi. :) Nie lubię wspominać czasów mojej młodości (bieda mentalna i ekonomiczna…), ale kafejki internetowe to na tyle ciekawy element krajobrazu przełomu lat 90/00, że można poświęcić temu kilka słów.

(typowa kafejka internetowa – źródło)
Pierwsze moje zetknięcie z kafejką internetową miało miejsce w drugiej klasie gimnazjum – rok 2000, a była to kafejka Matrix, znajdująca się przy ul. Wolności 271 (ścisłe centrum Zabrza). Na początku chodziłam tam tylko z tzw. kolegami z klasy, bo byłam bardzo wylęknionym dzieciakiem. Raz, że bałam się dostać wpierdziel na mieście, a dwa, bałam się kompromitacji, bo o komputerach nie wiedziałam wtedy za wiele (pierwszy miał pojawić się w moim rodzinnym domu dopiero za kilka miesięcy). No i w kafejkach było sporo starszych chłopaków, których zwyczajnie się bałam – wierzcie mi, że nie bez powodu. Potem miałam więcej odwagi, żeby chodzić tam samodzielnie.
Kafejka Matrix miała dość wypasione jak na tamte czasy wnętrze, które bardzo mi się podobało. Opłata za godzinę korzystania z internetu wynosiła 5 zł, co w tamtych czasach nie było całkowicie groszową sprawą, ale z drugiej strony był to standard w kafejkach. Pamiętam, że komputery były tam typowo z demobilu i pamiętam też historie typu odpalasz komputer, a tam na pulpicie fotka porno… 15-letnia ja mało się nie spaliła ze wstydu i zmieniłam szybko tapetę na cokolwiek, byleby nikt nie pomyślał, że to ja jestem takim śmieszkiem lub co gorsza oglądam pornosy w kafejce. xd To były czasy, w których nie istniały jeszcze tzw. filtry i blokady rodzicielskie i tak, na publicznie dostępnym komputerze (także w szkolnej pracowni informatycznej) dało się odpalić treści NSFW.
W Matriksie był też “barek” i można było kupić tam napoje typu cola oraz chipsy za niebotyczne kwoty. Pamiętam również panią, która tam pracowała – była tak niemiła, szczególnie dla młodziaków, że chyba zesłali ją tam za karę.
W kafejce, którą btn nazywa “u Łysego” też bywałam – była to kafejka Inter-Cafe mieszcząca się przy ul. 3 Maja 39, niedaleko miejsca zamieszkania mojej śp. babci. Więc w czasach pierwszej klasy liceum po niedzielnej wizycie u babci, wbijałam tam na godzinkę posiedzieć w internetach. Nie mam jakichś szczególnych wspomnień związanych z tym miejscem, po prostu szybki internet, cena ok, obsługa ok, sprzęt też ok. Po prostu fajna kafejka, do której lubiłam przychodzić.
Swoją drogą, lokal przy ul. 3 Maja 39 przechodził różne koleje losu. Kiedy byłam uczennicą podstawówki, była tam księgarnia. Lubiłam do niej chodzić i przeglądać książki z obrazkami, czasem mama mi coś kupiła, a w późniejszym okresie kupowało się tam też szkolne podręczniki. Później pojawiła się tam ww. kafejka internetowa, a jeszcze później – bar z kebabem. Potem lokal stał pusty, aż otworzyła się w nim kwiaciarnia i chyba jest tam do teraz.
Kolejna kafejka to Chronos, mieściła się przy ul. Roosevelta 43. Wrażenia miałam podobne jak btn: szczerze mówiąc, nie przepadałem za tą kafejką ze względu na wszechobecne śląskie larmo i strasznie wolne łącze, więc bywałam tam rzadko. “Śląskie larmo” powodowały tabuny młodszych i starszych chłopaków, którzy grali tam w Counter Strike’a 1.6 i komunikowali się wrzeszcząc na całą kafejkę. :) Zresztą wiadomo, że ta gra budziła u większości dzieciaków niemałe emocje. Internet faktycznie działał tam marnie i nawet pobranie tapet czy innych grafik na dyskietkę często stanowiło problem – jakkolwiek przypominam, że to był rok 2002, więc nie można patrzeć na ówczesne prędkości internetu przez współczesny pryzmat.
To również nie było często odwiedzane przeze mnie miejsce. Potem był tam bar z fast foodem – pamiętam nawet nazwę, “Bar-ba-pappa”, czy jakoś tak (ciekawostka: Barbapapa to stworek ze starej francuskiej serii książeczek i kreskówek dla dzieci i pewnie dlatego to zapamiętałam), później – duży sklep z artykułami dla dzieci i niemowląt, a teraz jest tam bodajże Rossmann.
Kafejki zwanej “Na Bunkrach” za to zupełnie nie kojarzę – dlatego, że mieszkałam już wtedy w innej dzielnicy i rzadko kiedy bywałam w tamtych okolicach. Ale miejscówkę (było to coś na kształt targu) kojarzyłam dobrze, bo mieszkałam kiedyś niedaleko i często chodziłam tam z mamą na zakupy.
Najdłużej działającą kafejką w Zabrzu był chyba Mosirnet – kafejka znajdująca się na placu Dworcowym, dokładnie na przeciwko dworca kolejowego. Pamiętam, że była fajna pod każdym względem, schludna i miała porządne, nowe komputery. W Mosirnecie również można było coś zgrać na płytę, wydrukować, skserować, zeskanować, zdigitalizować itp. Ten przybytek – z tego co pamiętam – funkcjonował bardzo długo, nawet już w czasach powszechnego dostępu do internetu w każdym domu. Jak nazwa wskazuje, była to kafejka prowadzona przez MOSIR.


(Mosirnet w Zabrzu – źródło)
W ramach ciekawostki dodam, że jakoś w 2002 – 2003 roku? także na moim rodzinnym osiedlu wyrosła mała kafejka, ale nigdy w niej nie byłam, bo to już były czasy mojego osiedlowego stałego łącza, a potem Neostrady. Niestety kafejka błyskawicznie padła i lokal stał pusty przez ponad 20 lat – jeśli będę pamiętać, żeby zapytać mamę czy coś tam teraz jest, uzupełnię wpis. Dawniej było tam coś na kształt baru, a wcześniej chyba jakiś sklep warzywny lub spożywczy.
No i takie były czasy. Potrzebował.ś czegoś z sieci i to najlepiej w wersji wydrukowanej? Szło się do kafejki. Tak samo było z nagrywaniem różnych rzeczy, nie zawsze legalnych (typu pirackie wersje gier wideo), na płyty (lub z kopiowaniem płyt). Ja sama do kafejki szłam z plecakiem pełnym dyskietek i ściągałam co się dało: czasem jakieś mp-trójki, czasem tapety na pulpit lub różne grafiki i tak dalej. Przeglądałam też sieć, wchodziłam czasem na jakieś chaty – ale nie w poszukiwaniu chłopaka, tylko np. innych fanów Dragon Balla czy Gwiezdnych Wojen (nie udało mi się oczywiście nawiązać żadnych sensownych znajomości na tym polu :P), czasem wysłałam jakiegoś maila do jakichś, jak to się wtedy mówiło, pen-friends. Trochę nauczyłam się o ówczesnym internecie i sposobie, w jaki działał, a wiedza ta bardzo przydała mi się później. Teraz, jako internautka z 24-letnim stażem mogę powiedzieć, że to był taki mój fundament odnośnie wiedzy o e-świecie.
Moja przygoda z kafejkami internetowymi zakończyła się w 2003 roku, kiedy za pieniądze z odszkodowania (rok wcześniej skręciłam nogę w kolanie) mama założyła w domu stałe łącze z lokalnej firmy. Jakość tego stałego łącza pozostawiała wiele do życzenia, ale w tamtych czasach był to luksus, i to drogi – instalacja stałego łącza kosztowała wtedy kilkaset złotych, i to bliżej tysiąca, niż dwóch stówek. Mogłam wkroczyć w internetowy świat na pełnej. :)
Ale to już inna historia.
No i to na tyle w temacie kafejek i moich wspomnień związanych z tym tematem. :)


Kafejki to fajne zjawisko które trwało krótko ale jakoś wbiło się w głowę.
Zdjęcie tego przybytku “Mosirnet” idealnie pasowałoby na profil Dzieci Neo, który publikuje tego typu fotografie z czasów “millenijnych”: https://www.facebook.com/share/19Lt7uFtqq/
Faktycznie trwało krótko – ale stało się symbolem tamtych czasów. To jedna z niewielu rzeczy z czasów mojej młodości, które wspominam miło.
Swoją drogą, mogłabym też napisać notkę o internetowych początkach już w moim domu, bo też mam kilka ciekawych anegdotek (np. o hakerze, który robił na złość adminom osiedlowego providera albo jak mi się pierwszego dnia spalił zasilacz w komputerze xd).
Jak sobie klikniesz w link pod tą fotą, to zobaczysz też Mosirnet z zewnątrz.
edit: a wuj, też je tu wstawię :D
Wstyd się przyznać, ale byłem jednym z tych chłopaków. Choć na co dzień nie lubię gier multi, tak kafejki miały w sobie jakąś magię, która sprawiała, że granie w CS 1.6 zapamiętam jako jeden z najszczęśliwszych momentów mojego życia. Generalnie to w kafejkach odkryłem magię social mediów w postaci naszej klasy, to w kafejce założyłem swoje konto gadu gadu oraz pierwszego maila, którego się dzisiaj wstydzę… Piękne to były czasy. Dużo prostsze. ‘:)
Dla mnie te czasy nie były ani piękne, ani proste. :)
Jestem teraz dorosła i wychodząc z domu nie muszę się bać, że jakiś starszy koleś mnie skopie. Mam swoje pieniądze i w końcu mogę sobie kupić to czy tamto, w tym gry i sprzęt do grania. Nikt mnie nie jebie za to, że jestem lub nie jestem taka lub inna.
No i posiadam sprawczość i możliwość działania w każdym aspekcie mojego życia – wtedy mogłam tylko założyć słuchawki, nakryć się kołdrą i marzyć o śmierci.
Warto było stracić młodość dla mojego obecnego życia. :)
Kudos to You! :)
Ciesze się, że teraz jest lepiej.
Kafejki internetowe to były miejsca po prostu świetne. Te stare gry z kumplami. I ogólnie chodzenie na wagary na cały dzien grać w CS. Świetnie to wspominam. Szkoda ze to juz nie jest na topie.
https://recenzja137.blogspot.com/
Ja w tamtych czasach nie miałam żadnych kolegów, a z kafejek korzystałam chyba po to, żeby móc trochę uciec od prawdziwego świata. Mogłam sobie pooglądać jakieś rzeczy, którymi się wtedy jarałam, tylu Dragon Ball czy Gwiezdne Wojny.
Wolę to co jest teraz.
My gralismy w tibie i CS. Shakowali mi konto w tibii bo ktos instalowal trojany. masakra :)
To ja jestem chyba z zupełnie innego świata :D (jak to ze wsi :D a nawet jeśli jestem z małego miasteczka – to też bliżej temu do klimatu wsi niż miasta z kafejkami :P ), bo mianowicie internet poznawałem w domu – najpierw na modemie telefonicznym 1-1,5h tygodniowo, wchodziłem wtedy na amerykańską stronę o aktorach i bohaterach ulubionego serialu, ściągałem te artykuły, drukowałem i próbowałem tłumaczyć :D (rok 2000 chyba, a może jeszcze 1999, nie pamiętam kiedy założyli nam internet… i telefon – bo też dopiero tak późno nam założyli). Potem SDI (hmm, na pewno już latem 2001 miałem stałe łącze i chyba właśnie wtedy nam założyli). Pierwszą kafejkę to chyba w Niemczech odwiedziłem kilka lat później – jak już ciężko było mi wytrwać miesiąc bez internetu :D W Polsce jak byłem u babci w Sosnowcu, to tam kiedyś też jakąś odwiedziłem ;) i raz chyba jedyny u siebie (bo z czasem jakaś maleńka powstała, nie wiem nawet czy to można kafejką nazwać, raczej punkt na chyba 2 komputery :D ) jak mieliśmy chwilową przerwę przy zmianie łącza ;) No i tyle ja pamiętam z kafejek :P
W mniejszych miejscowościach fatycznie było inaczej. ;) U mnie z kolei było tak, że jak już mama kupiła komputer (jesień 2001 r.), to modemy telefoniczne już były przeżytkiem. Zresztą mama nie chciała się zgodzić na takie coś i w sumie jej się nie dziwię. xd
A, no i przypomniałeś mi, że czasem podczas wyjazdów wakacyjnych też zaglądałam do kafejek – pamiętam jakąś w Bieszczadach w 2005 r., ale nawet nie za bardzo umiem sobie przypomnieć nazwę miejscowości. xd
W ogóle jaka to teraz abstrakcja, że wyjeżdżało się na jakiś czas i człowiek był kompletnie offline. :D Potem miałam netbooka i jeździłam z nim, a teraz już wystarczy po prostu smartfon. :)
Nigdy nie korzystałam z kafejek internetowych, i w ogóle z Internetów zaczęłam korzystać dość późno, i bardzo stopniowo. Teraz nie wyobrażam sobie, jak zapewne większość z nas, mojej codzienności bez netu, z którego wciąż korzystam jedynie w domu ;)
Każdy ma swoją historię i swoje przyzwyczajenia, także w kwestiach technologii. :)
[…] się z wami moimi wspominkami dotyczącymi początków korzystania z internetów. Wspominałam już kafejki internetowe, stare strony www, z których korzystałam w czasach młodości oraz popularne w minionej epoce […]