Tytuł: Days Gone
Rok wydania: 2021
Platforma: PC (Steam)
Czas: 48,8 h
Kurczę, Days Gone to kawał gry, to i przydałoby się napisać kawał tekstu… :D Ale szczerze mówiąc nie wiem, czy to konieczne? Zobaczymy. :)
Powyżej podałam datę premiery – 2021, ale tak naprawdę gra wyszła w 2019 roku, tyle że jako exclusive na PlayStation 4. Rok 2021 to data wydania Days Gone na PC. Mój pierwszy kontakt z tym tytułem to jednak właśnie rok 2021, kiedy przeprowadził się do mnie mój partner i przywiózł swoje PlayStation 4. Niestety szybko okazało się, że wtedy granie w DG na padzie było powyżej moich możliwości, więc stwierdziłam, że przesiądę się na wersję na PC… no i tak minęło prawie 5 lat. xD
Przez ten czas wiele się zmieniło w moim życiu i otoczeniu i mój układ nerwowy także się nieco zregenerował, a ja w miarę nauczyłam się grać na konsoli – stąd DG przeszłam wprawdzie na PC, ale z padem do Xboxa. Oczywiście wiele rzeczy w tej grze sprawiało mi trudność, ale wy nie musicie na te aspekty mojej opinii zwracać uwagi – zawsze zaznaczam, że mój skill jest naprawdę kiepski. :)
Nie chcę się jakoś mocno rozwodzić na temat fabuły, napiszę tylko, że wszystko tutaj kręci się wokół apokalipsy zombie (w DG nazywa się je Freaks – Świrusy). Niespodziewanie “znikąd” pojawia się tajemniczy wirus, który sprawia, że ludzie zamieniają się w agresywne, bezmózgie potwory – a garść ocalałych usiłuje przetrwać w skrajnie niebezpiecznych warunkach. W DG mamy typowy setting takich historii: zombie, bandyci, wojskowi, naukowcy, fanatycy wszelkiej maści i ludzie o różnej moralności. Czasem szlachetni, czasem wprost przeciwnie. Jest nawet wyznawca teorii spiskowych. Ta cała mieszanka moralności, aspiracji i osobowości dobitnie przypomina graczowi, że w takim świecie to niekoniecznie bezmózgie zombie są problemem – a niektóre wybory zawsze będą w taki czy inny sposób złe.

Głównym bohaterem – postacią, którą gramy, jest Deacon St. John, przed apokalipsą motocyklista i właściciel warsztatu motocyklowego w małym miasteczku Farewell w stanie Oregon. Deacon na początku “Freak Show” (tak w grze nazywa się apokalipsę zombie) stracił swoją żonę (obiecującą panią naukowiec) i w ciągu dwóch lat nie dał rady się po tym wszystkim pozbierać. Deaconowi towarzyszy najlepszy przyjaciel – stereotypowy twardziel na motorze Boozer. Obaj usiłują przetrwać – jak każdy w tym świecie.
Kultura motocyklowa jest tutaj bardzo ważnym aspektem. Tatuaże, katany, naszywki, sygnety, kluby, rozróby, porachunki i braterstwo – to właśnie było życie Deacona i Boozera, którego nie porzucili nawet po końcu świata.
W DG mamy cały wachlarz przeróżnych postaci, a każda z nich ma jakąś ciekawą historię, swoje motywacje i ogólnie jest to dobrze oraz składnie napisane. Często postacie okazują się być kimś zupełnie innym, niż mogłoby się początkowo wydawać. Czasem ktoś wbije nóż w plecy, a czasem okaże się niespodziewanie kimś przyzwoitym, a nawet szlachetnym. Także w DG widzimy całe spektrum przeróżnych zachowań przeróżnych ludzi w obliczu apokalipsy.

DG to spora gra ze sporym, otwartym światem. Akcja, jak wspomniałam, toczy się w USA, w stanie Oregon, który jest pełen lasów, gór, jezior i innych pięknych okoliczności przyrody – i w grze możemy to wszystko podziwiać. Część bohaterów to lokalsi, co jest fabularnie uzasadnione i logiczne. Deacon dobrze zna więc okolicę i jej mieszkańców. Przyznam, że nie udało mi się zwiedzić całej mapy z góry na dół, bo skupiłam się głównie na wątku fabularnym. W DG mamy tryb dnia i nocy oraz zmienne warunki atmosferyczne.
Gameplay to, oprócz głównych questów fabularnych, liczne misje poboczne. Te są naprawdę różne – czasem trzeba odbić zakładnika albo odzyskać/dostarczyć jakieś fanty, czasem kogoś złapać lub odstrzelić, czasem mamy do spalenia gniazda zombie itp.
W DG mamy też survival: możemy ulepszać lub tworzyć nowe bronie zbierając przeróżne przedmioty i odblokowując schematy. Możemy również polować (strzelać lub zastawiać pułapki) na zdrowe leśne zwierzęta: wilki, jelenie, pumy i niedźwiedzie – pozyskuje się z nich mięso na sprzedaż w obozach, bo DG nie wymaga przyrządzania i konsumowania jedzenia. Oczywiście wszystko oprócz jeleni będzie się bronić, więc jeśli chce się upolować takiego miśka, to najpierw trzeba stoczyć z nimi walkę. Można się też bawić w tropienie. Fajną ciekawostką jest też możliwość zbierania roślin i grzybów. Część z nich można po prostu sprzedać w jakimś obozie, a z niektórych można tworzyć mikstury lecznicze lub trutki do bełtów z kuszy. Mamy też całe drzewko umiejętności do opanowania.
Po bezdrożach Oregonu poruszamy się, oczywiście, motocyklem. Nasz pojazd można modyfikować i ulepszać u obozowych mechaników, technicznie i wizualnie. Żeby nie było za łatwo – motocykl trzeba regularnie tankować i naprawiać, warto więc podróżować “z głową”. Paliwa i złomu na szczęście (jeszcze) nie brakuje.
Podczas jazdy i eksploracji terenu trzeba być ostrożnym, ponieważ można wpaść w pułapkę zastawioną przez jakiś lokalny gang bandytów. Na przykład bandyci przeciągają na drogach linki, które stanowią groźną pułapkę dla motocyklistów, i atakują całą bandą. Możemy wpaść też w inne pułapki i trafić do puszki, z której trzeba się uwolnić i odzyskać swoją skradzioną broń i ekwipunek. Często mamy jednak możliwość zaatakować obóz bandytów jako pierwsi i zgarnąć jakieś wartościowe przedmioty.
No właśnie, bandyci i wrogie frakcje to jeden z rodzajów przeciwników. Wątek wrogich frakcji nie ogranicza się jednak do potyczek między obozami – w DG mamy sektę Wieczystych. To, w dużym skrócie, fanatycy i ćpuny, którzy atakują wszystko co się rusza. Ale fabularnie też pełnią ważną rolę, szczególnie ich przywódca. Grając robiłam sobie śmieszki, że to zwykłe czubki, które chciałyby iść na łatwiznę i być “Świrusami bez zobowiązań”. :)
Od razu dodam, że lore DG nie dyskryminuje – w tym postapo kobiety nie są sprowadzone do roli ofiar i inkubatorów, walczą i strzelają ramę w ramię z mężczyznami, a te złe bywają dużo gorsze od facetów. Przykładem może być tutaj niejaka Tucker, urocza, starsza kobietka o bardzo wątpliwej moralności.
Najważniejszymi przeciwnikami w DG są jednak zombie – Świrusy. Tych mamy kilka rodzajów. Od skaczących po dachach zombie-dzieciaków (fabuła gry wyjaśnia także i to, dlaczego w tym świecie nie ma małych dzieci), po mutanty naprawdę trudne do ubicia. Jeden z wątków fabularnych jest taki, że Świrusy szybko ewoluują i mutują, i to jest zła wiadomość dla ocalałych ludzi. Mamy również zarażone zwierzęta: wilki, niedźwiedzie i wrony. Zarażone niedźwiedzie to naprawdę ciężcy przeciwnicy, a wrony potrafią być mocno upierdliwe, szczególnie jeśli chcemy spalić ich gniazda.
Cechą charakterystyczną Świrusów jest to, że zbijają się w hordy. I… te hordy robią wrażenie. Początkowo myślałam, że trzeba po prostu ich unikać (i faktycznie jest to rozsądne, dopóki nie mamy do dyspozycji lepszego arsenału), ale twórcy posunęli się dalej: czeka nas kilka potyczek z tymi hordami. Ubicie hordy jest trudne, bo wymaga strategii i kombinowania, ale za to daje mnóstwo satysfakcji.

(źródło: daysgone.fandom.com/wiki/Days_Gone_Wiki

Deacon posiada również fajny arsenał. I jest to spory arsenał – na tyle, że nie będę tutaj wszystkiego szczegółowo wymieniać.
Podstawową i zawsze dostępną bronią jest nóż, który nasz bohater trzyma przy bucie. Deacon używa go nie tylko do walki, ale również do otwierania zamkniętych drzwi czy bagażników samochodów (tam też można znaleźć przydatne fanty).
Kolejny rodzaj broni to broń biała: kije baseballowe, topory, siekiery, kilofy, kantówki, maczety itp., które można modyfikować – ta broń ma jednak ograniczoną trwałość i co jakiś czas trzeba ją wymienić, albo naprawić.
Mamy też dwa rodzaje broni palnej: zwykłą (np. pistolet, karabin czy strzelbę) oraz specjalną (np. snajperka czy jakiś mocniejszy karabin). Te bronie również możemy ulepszać i modyfikować, ale to wymaga zdobycia odpowiedniego poziomu zaufania w danym obozie. Poziom zaufania w obozach podnosi się wykonując zlecenia dla osób kierujących tymi obozami, sprzedaż mięsa i roślin, zdając trofea (to też bardzo fajny motyw) lub kierując uratowanych po drodze ludzi do konkretnych miejsc.
Moim ulubionym zestawem przez dłuższy czas był shotgun oraz 50 BFG – mocna snajperka (do której warto założyć tłumik).

W DG spędziłam niecałe 50 godzin. Przeszłam główny wątek fabularny, który kilka razy trzymał mnie w napięciu. Rozgrywka też była pełna emocji, DG nie pozwalało mi się nudzić. A czasem fajnie było po prostu zrobić sobie małą przerwę i eksplorować okoliczne tereny, szukając znajdziek czy różnych przedmiotów. Znajdźki to też fajny pomysł – na całej mapie znajdują się różne stare pocztówki, mapy, tablice informacyjne itp. i można odnaleźć wszystkie. Fajną poboczną misją – jeśli zależy nam na odblokowaniu szybkiej podróży – jest wypalenie wszystkich tzw. stref lęgowych zombie. Potem sprawa jest utrudniona przez to, że przy strefach lęgowych często znajdują się hordy.
DLC “Zniszczona droga” pozwala kontynuować rozgrywkę po ukończeniu głównego wątku fabularnego, dodając nowe funkcje i tryby.
Grało mi się bardzo przyjemnie, zżyłam się ze światem i bohaterami, nie było też nic czym DG jakoś specjalnie by mnie wkurzyło czy zniechęciło. Gra działa stabilnie i ładnie wygląda. I tylko smutno, że Sony uznało grę za nieopłacalną i ryzykowną, więc nie zobaczymy żadnej kontynuacji… A szkoda.


U mnie gra na razie wciąż czeka na swoją kolej, acz już kupiona. Główny bohater wzbudza zaś czasem miłe skojarzenia z Darylem z The Walking Dead, jak tak sobie jeździ na motorze i w dodatku ma przy sobie kuszę. :)
Polecam gierkę, tylko trzeba jej poświęcić chwilę :)
Nie lubię tematu zombie. Zwlaszcza jesli sa ich hordy. Bo sie ich boje. I nie lubie. :) Pozdrawiam
…ale z drugiej strony, jak fajnie można taką hordę wykończyć. :D