Są takie gry, do których co jakiś czas się po prostu wraca. Nawet jeśli od pierwszego przejścia mija już całe 20 lat.
O tym, jak zaczęła się moja przygoda z serią Half-Life, możecie poczytać tutaj. Napomknę tylko, że żadna z części serii HL nie jest dla mnie po prostu kolejną gierką, którą sobie przeszłam i tyle – to kawał mojego życia, całe mnóstwo moich artystycznych inspiracji i coś, dzięki czemu się za młodziaka nie zabiłam. Nie, to nie żart. :3

Half-Life 2 został wydany w listopadzie 2004 r. i dosłownie zmiótł wszystko dookoła. Czegoś takiego świat jeszcze nie widział, no i… do dzisiaj ta gra się broni. Mówię to z pozycji obiektywnego, współczesnego gracza, a nie hardkorowej fangirl serii. :) Oczywiście wersja dostępna obecnie nie Steamie nie jest tym samym, w co ludzie grali 22 lata temu – przez ten czas sam silnik Source przeszedł kilka pokaźnych modyfikacji i aktualizacji. Po latach naprawiono nawet pewne mniejsze i większe błędy, np. to, że NPC nie mrugali (osobiście nigdy nie zwróciłam na to uwagi).
Gameplay jest już nieco archaiczny – tunelowe FPSy, których dwie składowe to strzelanie i proste zagadki, niestety wyszły z mody i mało kto stawia teraz na takie gry. Ja jednak wciąż to lubię, bo w końcu na takich strzelankach się wychowałam. Grafika nawet po latach potrafi być klimatyczna i całkiem ładna, mimo że niektóre jej aspekty już mocno trącą myszką. Natomiast fizyka wciąż robi wrażenie (a ragdolle układające się w głupie pozy wciąż śmieszą). Niektóre rozwiązania, typu ciągle interakcje z NPCtami w gameplayu zamiast cut scenek wciąż uważam za super pomysł.
Cieszy mnie też fakt, że Valve cały czas aktualizuje swoje największe dzieło; sama grałam w wersję, która w 2024 r. skleiła HL2 i Epizody w jedną całość. HL2 jest w pełni dostosowany do współczesnych komputerów i monitorów oraz do współczesnego oprogramowania.


Miło było odwiedzić po kilku latach dobrze znane wirtualne miejsca. W sumie nie tylko wirtualne. Mimo, że przeszłam każdą z tych gier co najmniej kilka razy, okazało się, że pewnych rzeczy nie pamiętam i ścieżki neuronowe w moim chorym mózgu musiały się zaktualizować. :) A propos chorego mózgu – obecnie przejście HL2 i Epizodów na łatwym poziomie nie stanowi dla mnie już wyzwania i w przeciwieństwie do sytuacji sprzed kilku-kilkunastu lat, doskonale radzę sobie bez kodów. Jest to fajny sygnał, że po wyprowadzce z rodzinnego miasta mój układ nerwowy faktycznie się regeneruje.
Przejście HL2 i dodatków oznaczało też przypomnienie sobie wielu miłych rzeczy i emocji, jakie kiedyś potrafiło dać mi granie. Przywołałam też kilka miłych wspomnień. Cieszę się, że miałam swoje “głupie gierki”, zamiast pójść w ślady mojego ojca i zrujnować życie sobie i swojej rodzinie, albo po prostu się zabić. Tak, +20 lat temu w moim życiu było za wiele powodów do radości. Ale teraz moi sfrustrowani i zmęczeni życiem rówieśnicy wspominają tamte czasy z rozrzewnieniem, a ja w końcu żyję naprawdę i szczęśliwie. Taka ironia. :)


Seria HL to także moje nieskończone źródło inspiracji rysunkowo-komiksowych, o czym nie zapomniałam i tym razem i postanowiłam reaktywować mój projekt, który siedzi mi w głowie prawie 20 lat. Premiera będzie w listopadzie, jak ktoś jest ciekawy, to zapraszam do śledzenia mojego bloga rysunkowego.
No i cóż – ponowne przejście HL2 i dodatków dało mi miły, nostalgiczny vibe (a serio rzadko taki odczuwam) i satysfakcję oraz dawne pozytywne emocje, a także kojącą świadomość, że pewne rozdziały w moim życiu są już na szczęście tylko odległą przeszłością.

Jak to wygląda z całkowicie współczesnej perspektywy? Wciąż kawał dobrej retro gierki, która we współczesnych czasach nadal potrafi wciągnąć, zafascynować swoim światem i fabułą i dać graczowi satysfakcję mimo prostego gameplayu.


Mnie też brakuje tego typu gier. Half-life 2 choć jest liniową grą, tak twórcy każdy kolejny etap starają się w jakikolwiek sposób urozmaicić- czy to pojazdami, czy towarzyszami, bronią, albo zmianą klimatu lokacji. Mam nadzieję, że jeszcze wróci moda na tego typu FPSy.
Też bym chciała! No i gra z serii HL, ale jak np. Days Gone. :’) Że zamiast walczyć na górze o wielkie sprawy, jesteś sobie jakimś typkiem/typiarą z rebelii i musisz wykonywać różne misje, zlecenia i po prostu przeżyć.
Parę lat temu miałem zajawkę na HL i ogrywałem HL1 i HL2 oraz potem jakieś dodatki. Fakt, HL2 jest mega klimatyczne i cały czas mam przed oczami widok miasta z początkowego etapu wraz z obskurnymi pociągami towarowymi (btw, takie dalej widuję niemal u mnie pod oknami :D). Kolejną fajną lokalizacją była miejscówka z tym szalonym księdzem: irytujący level ale tu znów klimacik 100%. Parę gorszych plansz jak z jakimiś wielkimi mrówkami ale ogólnie gierka do przeżycia. Etapy w kosmosie i mocno futurystyczne to z kolei dla mnie najgorsze co mogło być. Poziomy zrobione na odwal się przez co chęć grania szybko uciekła. Generalnie mimo, że miłośnikiem tej gry nie jestem to bawiłem się dobrze. Latka lecą i HL2 to już dziadek…
Gwoli sprostowania, Xen nie jest kosmosem. :3